Szukaj w serwisie

Logo Gospodarka Śląska

Reklama

Funt brytyjski pod presją spadków

30-06-16 11:06:06:18, Inwestor
Po decyzji o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej funt notowany był na poziomach najniższych od 1985 roku i kosztował zaledwie 1,35 dol. Według Jerzego Nikorowskiego z Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas w najbliższych tygodniach brytyjska waluta nadal będzie słabła. Na krajowym rynku korzystne mogą być inwestycje w złoto, denominowane w dolarze oraz fundusze pieniężne.

– Waluta brytyjska mocno się osłabiła i obecnie jest na poziomach niewidzianych od kilkudziesięciu, blisko 40 lat –
wskazuje Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas. – Myślę, że obawy inwestorów o przyszłość gospodarki Wielkiej Brytanii są jak najbardziej uzasadnione. Konsekwencje, które można przeliczyć, czyli tzw. kwantyfikowalne czynniki, poznamy jednak dopiero, gdy zostaną opublikowane szczegóły decyzji na szczeblu politycznym.

Jeszcze w czwartek wieczorem po ogłoszeniu wyników ostatniego sondażu wskazującego na przegraną zwolenników brexitu w referendum wartość funta wzrosła do 1,5018 dol. Potem jednak kurs brytyjskiej waluty szybko spadał. W piątek po godzinie szóstej rano czasu polskiego, gdy znane były wyniki, spadek wartości funta wynosił ponad 10 proc. Następnego dnia rano wyceniany był już na niecałe 1,35 dol. Był to najniższy poziom od września 1985 roku.

– Myślę, że zarówno rynek brytyjskich akcji, funt, jak i tamtejsze obligacje są obecnie najbardziej narażone na wyprzedaż – zauważa Jerzy Nikorowski. – Blisko 70 proc. eksportu Wielkiej Brytanii trafia do Unii Europejskiej. Zatem na notowania funta bardzo duży wpływ będzie miało to, jak zostanie rozwiązana czy zmodyfikowana umowa o wspólnym rynku, w jaki sposób Wielka Brytania ułoży sobie stosunki gospodarcze z dotychczasowymi partnerami.

Zdaniem Jerzego Nikorowskiego trudno jednak obecnie określić kurs równowagi między funtem a pozostałymi głównymi walutami. W grę bowiem wchodzą czynniki spekulacyjne, otoczenie polityczne i niepewność. Jego zdaniem jednak fundamentalna sytuacja gospodarcza Unii Europejskiej powoli wraca do normalności.

– Podstawy, które rządzą rynkami finansowymi, i ich odniesienie do gospodarki realnej Starego Kontynentu, czyli Europy Zachodniej, po brexicie nie uległy zmianie: wzrost gospodarczy jest na zadowalającym poziomie i przyspiesza, co oznacza, że w dłuższej perspektywie kilku kwartałów powinniśmy liczyć na to, że tamtejsze rynki akcji powinny przynieść zadowalający poziom stóp zwrotu –
uważa Jerzy Nikorowski. – Natomiast biorąc pod uwagę to, że dzisiaj działamy w sytuacji zmiany strukturalnej, która ma wpływ na podwyższony poziom awersji do ryzyka inwestorów na całym świecie, podchodziłbym z ostrożnością do inwestycji na rynkach wschodzących w aktywa ryzykowne, czyli akcje surowców i obligacje korporacyjne.

Jerzy Nikorowski podkreśla też, że brexit w znacznej mierze pogłębia słabość polskiej giełdy. Wartość transakcji na głównym rynku wyniosła w maju tego roku 12,5 mld zł, o 27,3 proc. mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej przy rosnącej o 13 proc. liczbie transakcji. W ciągu ostatnich pięciu lat (od połowy 2011 roku) główny indeks giełdowy WIG20 spadł o blisko 40 proc. z poziomu 2900 punktów do nieco ponad 1800.

– Nie jesteśmy w stanie obecnie przełożyć potencjalnych konsekwencji opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej na rynek finansowy –
precyzuje Jerzy Nikorowski. – Obawiam się, że wszystkie gałęzie gospodarki polskiej realizujące w tej chwili projekty inwestycyjne współfinansowane przez Unię Europejską przez pewien czas mogą mieć problemy z przekonaniem inwestorów, że faktycznie mają dopięte budżety. Myślę, że to temat, który jeszcze wielokrotnie będzie dyskutowany na szczytach unijnych. Od postawy świata polityki UE będzie zależało, czy rozwiązania okażą się mniej czy bardziej dotkliwe dla państw uzależnionych od takich dotacji.

Analityk zaznacza, że obecnie tradycyjnie najpewniejszą inwestycją jest kupno złota (nabywając kruszec fizyczny, trzeba się jednak liczyć z kilkunastoprocentową stratą na wejściu stanowiącą koszt kupna i potencjalnej sprzedaży). Lepsze zyski niż krajowe akcje mogą także przynieść inwestycje denominowane w dolarach amerykańskich.

– Takie zakupy powinny mieć lepszy potencjał do osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu – potwierdza Jerzy Nikorowski. – W polskich warunkach mogą to być także fundusze pieniężne.