Szukaj w serwisie

Logo Gospodarka Śląska

Reklama

Chińskie kolektory słoneczne zalały rynek

16-05-13 20:05:05:10, J.Grygiel, Biuro Prasowe WATT

Sprzedaż kolektorów słonecznych w kraju rośnie z roku na rok – w 2012 roku łączną powierzchnię zainstalowanych kolektorów słonecznych oszacowano na ponad 1,2 mln metrów kwadratowych – trzykrotnie więcej, niż wynosi powierzchnia Watykanu. Mimo to polscy producenci, choć tworzą jedne z najwydajniejszych kolektorów na świecie, mają powody do zmartwień. Na dynamicznym rozwoju rynku – w skutek źle skonstruowanego systemu dopłat państwowych - skorzystali przede wszystkim importerzy chińskich kolektorów.
 
Maleje, ale rośnie


Rynek kolektorów słonecznych w Polsce rozwija się w bardzo szybkim tempie. W roku 2011 zanotowano wzrost sprzedaży o 70%, rok później o kolejne 19%. Jak wynika z przygotowanego przez Instytut Energii Odnawialnej raportu, obroty tylko na rynku krajowym wynosiły ponad 670 milionów złotych. Polska stanowi obecnie czwarty rynek sprzedażowy w Europie, istnieje tu około 70 firm zajmujących się produkcją lub dystrybucją kolektorów słonecznych. Duża część z nich to dystrybutorzy „chińszczyzny”.
- Tendencje związane z zalewem rynku tanimi kolektorami widać szczególnie wyraźnie na przykładzie kolektorów próżniowych typu Heat-Pipe, w których produkcji specjalizują się Chińczycy – tłumaczy Kamil Jeziorko, przedstawiciel firmy Watt, istniejącej w branży od 1998 roku.  - W Europie odchodzi się od kolektorów próżniowych na rzecz kolektorów płaskich, które stanowią 90% całego rynku. W 2009 roku zanotowaliśmy wyraźny spadek sprzedaży kolektorów próżniowych, podobnie jak inni producenci. Mimo spodziewanych dalszych tendencji spadkowych, w 2010 roku nagle polski rynek odnotował ogromny wzrost sprzedaży tych kolektorów. Wzrost nastąpił również w kolejnych latach i jak się okazało, był w całości spowodowany masowo importowanymi kolektorami z Chin.
 
Chińskie znaczy lepsze?


Bez wątpienia główną przyczyną tak znacznego rozwoju rynku kolektorów słonecznych są dotacje Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Z realizowanego programu wsparcia do zakupu instalacji słonecznych skorzystało już niemal 37 tysięcy osób, wykorzystując na ten cel prawie 250 milionów złotych dotacji. Jak się okazuje, to właśnie system dopłat wpłynął na powstanie wielu firm oferujących chińskie kolektory, które liczą na szybkie zyski ze sprzedaży.
- Wysokość dopłaty z NFOŚiGW uzależniona jest od całkowitej powierzchni zamontowanych kolektorów, a nie na podstawie ich mocy czy choćby powierzchni apertury, wytwarzającej energię cieplną – wyjaśnia Jeziorko. – Oznacza to, że wyższe dotacje uzyskuje się na mniej wydajne kolektory chińskie, których do uzyskania podobnej mocy potrzebujemy znacznie więcej, w związku z czym ich powierzchnia całkowita będzie większa, a wartość dotacji - wyższa.
Również ogłaszane przez gminy przetargi na zakup i montaż kolektorów słonecznych wspierają czasem importerów chińskich urządzeń. Jeżeli jedyne kryterium zamówienia stanowi cena, żaden europejski producent nie ma szans z Chinami. Zdarza się i tak, że organizująca przetarg gmina może wykluczyć udział polskich producentów, zastrzegając, że kolektory muszą być wykonane w technologii Heat Pipe, która nie jest wykorzystywana na żadnej rodzimej linii produkcyjnej.
 
Import z Chin zagrożeniem dla Europy


Zalew chińskich produktów z branży energii odnawialnej to nie tylko problem polskiego rynku. W Niemczech zbankrutował ostatnio największy producent fotowoltaiki, wielu mniejszych już wcześniej musiało ogłosić upadłość. W obliczu tych wydarzeń ma zostać wprowadzone cło na fotowoltaikę z Chin. Nie dotyczy to kolektorów słonecznych.
- W całej Europie, odwrotnie niż u nas, przyznawane przez rząd dotacje wspierają rynek krajowy. W Belgii na przykład, zaraz po wprowadzeniu, dopłata była uzależniona od powierzchni całkowitej, ale bardzo szybko się z tego wycofano – mówi Kamil Jeziorko z firmy Watt, eksportującej kolektory m.in. do USA, Holandii, Niemiec i krajów skandynawskich. – Polskie firmy nie oczekują specjalnego traktowania, tylko gwarancji równych możliwości  dla wszystkich podmiotów  działających w naszym kraju, a nie poczucia dyskryminacji.