Skąpstwo się nie opłaca
Sektor finansowy i ideologia wolnego rynku już doprowadziły świat nad skraj przepaści, wypowiedział się on na stronach gazety „Financial Times Deutschland”. Deregulacja okazała się straszliwą pomyłką. Za każdym razem, gdy tylko gospodarka wstępuje w fazę recesji, dochody spadają, rosną wydatki, między innymi na pomoc bezrobotnym. Wówczas „deficytowe jastrzębie” z sektora finansowego zaczynają domagać się od państwa radykalnej redukcji wydatków. Choć historyczne precedensy dowiodły już zgubności tego typu zachowań.
Prezydent USA Herbert Hoover próbował w 1929 roku zastosować te rekomendacje w praktyce. W wyniku tego gospodarka światowa sięgnęła dna. W tę samą pułapkę wpadł Międzynarodowy Fundusz Walutowy w 1997 roku w Azji Wschodniej. Z powodu jego działań rozpoczęte osłabienie regionalnej gospodarki zamieniło się początkowo w recesję, a z recesji w depresję. Dziś rządy państw Unii Europejskiej, które zajęły się redukcją deficytu budżetowego, igrają z ogniem, a następstwa tego mogą być „katastrofalne”, uprzedza Joseph Stiglitz. Zacznie się upadek produkcji, obniżenie zatrudnienia, redukcja bazy podatkowej i dochodów budżetowych. Zamiast ożywienia koniunktury dojdzie do nowego zastoju.
Czy te obawy nie są przesadzone? Pewnej przesady w ostrzeżeniach Stiglitza dopatruje się rosyjski profesor Borys Rubcow, kierujący katedrą papierów wartościowych i inżynierii finansowej Akademii Finansowej:
„Zgadzam się z nim, że w warunkach kryzysu nie należy kurczowo trzymać się polityki zrównoważonych finansów państwowych, a należy stymulować gospodarkę wszelkimi możliwymi sposobami. W obecnej sytuacji nie obserwuję, szczerze mówiąc, takiej redukcji wydatków państwowych. Owszem, podjęto decyzję o zmniejszeniu o połowę wydatków budżetowych państw Unii Europejskiej do roku 2013. Jednak biorąc pod uwagę, że deficyty w państwach rozwiniętych są i tak pokaźne, to chodzi o ich stopniowe zmniejszanie. I znów: deklaracje to jedno, a realna praktyka, to co innego. Myślę, że jeśli organy wykonawcze odniosą wrażenie, że coś idzie nie tak jak oczekiwano, to ich stosunek się zmieni. Można zmienić zadania, które zostały postawione. Nie sądzę, aby obecna polityka zdolna była rzucić państwa europejskie w otchłań recesji”.
Laureat Nagrody Nobla nie wzywa rządów do ignorowania stopnia zadłużenia finansów państwowych. Sytuację należy naprawić, przekonuje. Jednak podjęte środki muszą być adekwatne do sytuacji. Oszczędzić należałoby na przykład na wojnie w Afganistanie i Iraku. Racjonalnie obniżyć podatki dla przedsiębiorstw inwestujących w przemysł, i odwrotnie, zedrzeć skórę z tych, którzy tego nie robią, lub zanieczyszczają środowisko naturalne. Państwo powinno stymulować wydawanie kredytów dla małego i średniego biznesu, tworzącego nowe miejsca pracy. Czynić to najlepiej poprzez zaufane instytucje finansowe, zamiast rzucać sumy pochodzące z finansów podatników w nienażarte brzuchy dużych banków. Ona mają tylko jedno w głowie: spekulować na transakcjach z derywatami, ignorując realny sektor gospodarki.
Państwa Europy oraz Stany Zjednoczone powinny wystrzegać się słodkiego śpiewu finansowych syren z ich standardową ofertą zdezaktualizowanych recept, uważa ekspert. Jeden z głównych postulatów jest prosty i głosi: oszczędzaj, a wszystko będzie dobrze. Tak, jak robią to rodziny, które usiłowały żyć ponad stan. Tylko w tym wypadku kuleje analogia, podsumowuje noblista. Takie rodziny rzeczywiście nie mogą obejść się bez cięcia w wydatkach. Jednak skąpe rządy otrzymają od życia gorzką lekcję – w postaci upadku produkcji, obniżenia dochodów z podatków, wzrostu bezrobocia i wydatków na wypłaty socjalne. A najważniejsze: niespłaconych długów to nie zmniejszy.
-
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Komentarze do artykułu
Skomentuj